HISTORIA SZKOŁY W KORZKWI


      Pragnę naświetlić czytelnikowi maleńki fragment z olbrzymiej historii naszej szkoły. W miarę możliwości sięgam w niektórych opisach nieco wcześniej, w przeszłość. Dla młodych to dzieje odległe, ba nawet mało znane. Dla starszych, którzy odwiedzali jej pierwsze mury pobierając systematyczną naukę, to czasy sercu bliskie, ciepłe i drogie. Wszyscy mamy świadomość, że czas miniony odpłynął jak panta rei Platona. W sercu wzbiera nutka rozrzewnienia, może tęsknoty za tym, co minęło i nigdy już nie powróci.
Dawniej życie ludzi wyglądało zgoła inaczej niż dzisiaj. Wędrując z Januszowic " drogą bitą z białego kamienia " spotkać można było ciężko pracujących rolników i sadowników. Przy pracach polowych i w gospodarstwie używano prostych narzędzi. Na polach pracowały konie, nikogo nie dziwił widok krów i kóz. Traktor wówczas zaliczany do nowoczesnego sprzętu był rzadko spotykany. Ludzie na co dzień obcujący z przyrodą szanowali jej dary, mieli w sobie wiele spokoju i wzajemnej życzliwości. Silna wiara, odwieczna mądrość i wewnętrzna potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem powodowały, że ludzie byli lepsi i szczęśliwsi niż pokolenie nam współczesne.
Trzynaście kilometrów na północ od Krakowa w dolinie rzeczki położona jest wieś Korzkiew. Wąska Dolina Korzkiewki wcięta jest głęboko, tworząc malownicze zakola. Stoki wzgórz porośnięte są lasem liściastym i opadają ku dolinie skalnymi ścianami tworząc u wylotu przewężenie. Na dnie doliny u podnóża wzgórza kościelnego kędy wije się źródełko Korzkiewki, stoi budynek szkoły. Na przeciwległym do niego wzniesieniu od południa znajduje się zamek rycerski, dawne budynki folwarczne (dziś baza ZHP) i przepiękny park z istniejącym nadal starodrzewem. Czyż to nie najpiękniejsze miejsce o jaki można marzyć? Każdy, kto raz odwiedził niezwykłą okolicę wraca do niej ponownie aby rozkoszować się jej pięknem. Podobnie było z każdym z nauczycieli.
Budynek był parterowy o architekturze nawiązującej do dworkowej. Przed szkołą zapraszał na odpoczynek dobrze utrzymany i kolorowy ogródek kwiatowy. Obok budynku rozpościerał się duży plac porośnięty murawą, który młodzież wykorzystywała do wszelakiego rodzaju rozgrywek sportowych. Powyżej rosły wspaniałe drzewa owocowe i warzywa. Tutaj pod czujnym okiem swych wychowawców młodzież uczyła się racjonalnej hodowli roślin, lepszej uprawy gleby i nowoczesnych sposobów nawożenia. W październiku odbyło się w ogrodzie szkolnym sadzenie drzew owocowych. Drzewka przywiezione zostały ze szkółki Feliksa Gryglika. Posadzono 20 sztuk jabłoni, 17 grusz i 3 śliwy. Dzieci przygotowały paliki i pomagały przy kopaniu dołów. Następnie brały udział przy sadzeniu tychże z wielkim zapałem i radością - tak opisuje owe praktyki ówczesna dyrektor szkoły Albina Madejska.
Budynek posiadał 7 sal lekcyjnych, maleńki pokój nauczycielski i gabinet dyrektora. Cztery sale narożne były obszerne i mogły pomieścić do 30 uczniów. Dwie środkowe znacznie mniejsze były salami przejściowymi. Korytarz stanowił rodzaj przedsionka. Młodzież chcąc dotrzeć do swojej klasy, była zmuszona przejść przez salę, w której odbywały się zajęcia. Taka wędrówka dezorganizowała pracę nauczyciela i w znacznej mierze przeszkadzała uczestniczącym w lekcji uczniom. Dużym problemem w owych czasach był brak szatni. Uczniowie czyścili ubłocone buty na wycieraczkach, a zapominalscy z grubą warstwą gliny pod podeszwą podążali do swojej sali. Pani Zofia Wrześniowska - sprzątająca i woźna w jednej osobie, nie cierpiała wówczas na brak pracy a i nauczyciele nie pozostawali obojętni na tego typu zachowania.
Pokój nauczycielski przypominał domową kuchnię. Było tu ciepło i przytulnie, a to za sprawą płonącego, kuchennego pieca. Z pokojem nauczycielskim sąsiadowało pomieszczenie, w którym pracowała z sześciolatkami bardzo oddana swojej pracy i kochająca dzieci pani Daniela Kulon. Nauczyciele starali się nie dyskutować zbyt głośno, żeby nie przeszkadzać w zajęciach najmłodszym. Gabinet dyrektora był maleńki. Grono liczące 9 osób mieściło się w nim z trudem dlatego posiedzenia Rady Pedagogicznej odbywały się w pokoju nauczycielskim. Sale lekcyjne posiadały wąskie okna, brak światła dziennego zastępowano elektrycznym. W każdej sali stał duży kaflowy piec, którym ogrzewano pomieszczenia. Woźna rozpoczynała pracę o godzinie piątej rano. Jej obowiązki nie należały do łatwych - musiała tak napalić w piecach, żeby zziębnięte droga dzieci mogły się ogrzać. Przy panujących wówczas 30 stopniowych mrozach, ogrzanie dużej sali stawało się niemożliwe Często dzieci uczyły się ubrane w płaszcze i rękawiczki, przerwy zaś spędzały tuląc się do pieca. W owych trudnych latach na rynku polskim brakowało towaru a półki sklepowe świeciły pustką. Kupno płaszcza było prawie niemożliwe, a rodzice często stali w długich kolejkach aby zdobyć kawałek materiału na " odzienie wierzchnie dla swojej pociechy, potem sami mozolili się, żeby coś uszyć " . Z takim trudem powstał płaszczyk uczennicy Marzenki Janczarskiej, która przyszła w nim do szkoły po raz pierwszy. Dumna, przytuliła się do pieca, żeby się ogrzać. Po chwili w klasie rozszedł się dziwny swąd, a Marzenka poczuła na plecach wyjątkowe ciepło. Okazało się, że płaszcz nie nadaje się już do użytku.
Szkoła nie posiadała sanitariatów, a każdy w nagłej potrzebie biegł do oddalonej o kilkadziesiąt metrów " wygódki " . Wzajemne sąsiedztwo nie było takim utrudnieniem, jak hulający miedzy deskami wiatr i ściskający mróz ale w owych czasach nikt nie narzekał. Nauczyciele codziennie wędrowali z Januszowic lub Przybysławic pokonując odległość około kilometra. Droga była często trudna do przebycia - jesienią nieasfaltowana nawierzchnia była błotnista, natomiast zimą towarzyszył im mróz i potężne zaspy śnieżne. Przy tak niesprzyjających warunkach atmosferycznych okoliczni gospodarze odwozili czasem swoje pociechy do szkoły wozem lub saniami. Szczególną życzliwość okazywał nauczycielkom pan Krztoń, który wielokrotnie czekał pod szkołą aby je odwieźć do pobliskiego przystanku w Przybysławicach. Koń parskał raźno, na brwiach i rzęsach mróz malował sowitą warstwę szronu ale dobry humor i urok tych przejażdżek pozostaną na zawsze w pamięci. Bez względu na pogodę i temperaturę prawie wszystkie dzieci chodziły do szkoły pieszo. Szczególnie trudny odcinek pokonywali ci, którzy wędrowali z odległej " Zielonej Drogi " i z Chochołu. Dzieciaki miały na twarzach wymalowane wspaniałe rumieńce, nie wspominając o krzepie i tężyźnie fizycznej. Chodzenie pieszo było powszechne, ba nawet krzywo patrzono na tych, których dowożono. Dyrektor szkoły - Emilia Leśniak tak relacjonuje owe czasy: " Warunki nie zachęcają do pracy, ale pracować trzeba. Grono jak zwykle przyzwyczajone do trudności. Najgorzej na tym cierpią dzieci, bo mają daleko do szkoły, szczególnie te młodsze " .
Wróćmy do roku 1918, czasu odrodzenia Polski. Do podkrakowskiej miejscowości Korzkiew sprowadza się małżeństwo Stefan i Władysława Wrońscy. Radość była ogromna, okolica piękna i zdrowa, szkoła murowana, a do dyspozycji nowych nauczycieli było dwupokojowe mieszkanie. Los bywa jednak okrutny. Wybuchła epidemia tyfusu, umierało wiele ludzi. Najwięcej chorych było w Januszowicach i Korzkwi. W czerwcu zachorował i pan Wroński. Sąsiedzi odwieźli go do szpitala w Krakowie. Pani Wrońska została sama, i to na dwa tygodnie przed rozwiązaniem. Nastał dzień Bożego Ciała 1919 roku, dzięki pomocy sąsiadki, pani Dulińskiej przyszły na świat dwie dziewczynki - Anna i Janina. Pani Wrońska otrzymała ogrom opieki ze strony kościoła. Ksiądz zorganizował nie tylko chrzest, ale również znalazł rodziców chrzestnych (panią Radecką i pana Nowackiego z Przybysławic). Pan Wroński w szpitalu nabierał sił i wracał do zdrowia. Dla uczniów szkoły w Korzkwi był to pamiętny rok. Uroczyste zakończenie nauki nastąpiło dopiero po powrocie do zdrowia obojga nauczycieli. Po wakacjach zaczęła się normalna praca. W szkole były cztery klasy. Pan Wroński zapisał się na prawo i wszystkie wolne chwile poświęcał nauce. Pani Wrońska zajmowała się ogródkiem, hodowała kury, kaczki, indyki i króliki. Miała też czarną kozę. Często jednak jej zwierzęta padały łupem złodziei, czemu sprzyjało położenie szkoły - nieco na uboczu wsi.
Okres korzkiewski państwo Wrońscy zawsze uważali za szczęśliwy. Tutaj przyszły na świat ich dzieci - Anna, Janina i syn Jerzy, które beztrosko bawiły się nad szumiącym strumykiem. W 1924 roku pan Wroński obronił doktorat, potem cała rodzina przeniosła się do Krakowa.
    Z biegiem lat atrakcyjność Korzkwi wzrasta. Ze wspomnień mieszkańców i opowiadań ludzi starszego pokolenia wynika, że założenie orkiestry w latach 20-tych XX wieku było dla mieszkańców Korzkwi wielkim przeżyciem. Orkiestra prowadzona pod batutą Edwarda Maja zyskała uznanie, wzbudzała podziw, radość i wywoływała silne przeżycia. Gdy w parafii odbywały się różne uroczystości ówczesny proboszcz, ksiądz Serwich posyłał do Krakowa bryczkę, którą przywożono dyrygenta. Ponieważ próby orkiestry trwały kilka dni, pan Maj mieszkał w tym okresie w szkole w Korzkwi. Tu poznał swoją przyszła żonę Genowefę Krzywdę.
Do dziś mieszkańcom pan Maj jawi się jako człowiek zacny, szlachetny i bardzo utalentowany. Pamiętają jak razem z rodziną zajmował wyróżniające miejsce w kościele w ławce przy samym ołtarzu. Ów człowiek w 1930 roku obejmował obowiązki dyrygenta krakowskiej Orkiestry Miejskiej (małej symfonicznej oraz dętej), którą prowadził aż do wybuchu wojny w 1939 roku. Funkcję tę kontynuował i po wojnie, aż do roku 1949. Otrzymał I nagrodę za " Marsza Fanfarowego " i został nazwany królem marszów. Orkiestry pod jego dyrygenturą uczestniczyły w ważnych uroczystościach państwowych i kościelnych, między innymi w kondukcie pogrzebowym Karola Szymanowskiego, czy Józefa Piłsudskiego w Krakowie.
Sięgnijmy do lat 30-tych XX wieku. Budynek posiadał 3 sale lekcyjne, dwa pokoje z kuchnią, które zamieszkiwała pani Madejska. Po przeciwległej stronie mieściło się mieszkanie nauczycielki muzyki - pani Radwanowej. W kronice szkolnej znajdujemy opisy wydarzeń politycznych. W 1935 roku młodzież korzkiewska uczestniczyła w sypaniu kopca ku czci marszałka Piłsudskiego. Wzorem ubiegłych lat obchodzono Konstytucję 3 Maja, a każde świętowanie rozpoczynano uroczystą Mszą Świętą.
W sposób przejmujący opisuje ówczesny dyrektor Albina Madejska 1 września 1939 roku: Niesłychany popłoch i trwoga zapanowały wśród ludzi. Ludność w bezładnej panice pędziła na wschód, aby tylko oddalić się od nacierającej nawały hitlerowskiej. Psychoza lęku ogarnęła wszystkich. Daremny wysiłek, przemoc " święci tryumf ". Szkoła w owym smutnym dla nas czasie przestała pełnić funkcję dydaktyczną. Nauczycielki wyjechały. Na straży, jak kapitan na tonącym okręcie pozostała tylko pani Madejska. Służyła gościnnością wszystkim, którzy zatrzymali się w szkole na krótki odpoczynek. Komunikaty o bohaterskiej obronie niezłomnej załogi Westerplatte i postawie obronnej stolicy, to jedyne promyki nadziei na horyzoncie zachwianego istnienia państwa - pisała Pani Dyrektor.
Po miesięcznej przerwie, w październiku rozpoczęła się nauka przy dwóch siłach nauczycielskich: pani A. Madejska i pani Radwanowa. Początkowo odbywała się ona wg programu przedwojennego. Nauczyciel musiał posiadać wszechstronną wiedzę. W styczniu 1940 roku władze okupacyjne wydały zarządzenie o usunięciu ze szkoły polskich książek i obrazów historycznych. Zmieniono również szyld na budynku na " Polnische Volkschule " . Z programu usunięto naukę historii i geografii, a nauczanie języka polskiego oparto na analizie artykułów czasopisma " Ster " , nauce gramatyki i ortografii. Uczono języka niemieckiego, lekcji udzielała siostrzenica kierowniczki - pani Danuta Madejska.
W okresie okupacji Korzkiew stanowiła spokojny przysiółek Krakowa. Wiele osób tutaj znalazło schronienie. Jakkolwiek nie organizowano działań konspiracyjnych w obawie przed represjami, to starano się podtrzymać życie kulturalne wsi. Centrum owego życia stanowił kościół i znajdująca się opodal szkoła. Ze wzgórza kościelnego rozbrzmiewała na całą okolicę wspaniała muzyka organowa i pieśni nabożne działającego tu chóru. Wszystko to zawdzięczał surowy ksiądz Serwich organiście - panu Marianowi Dulińskiemu. Ów organista i dyrygent ożywił, również życie szkoły tworząc oprawę muzyczna spektakli, skeczy i komedii. Do grupy zapaleńców tworzących przedstawienia zaliczyć należy Stanisława Łudzika - twórcę wierszy, doskonałego aktora i reżysera. Scenografią zajmował się Paweł Mitka, wówczas absolwent Akademii Sztuk Pięknych. Przedstawienia wyciskały łzy z oczu, ale też cieszyły i bawiły. Młodym adeptom sztuki aktorskiej dostarczały satysfakcji i niezapomnianych wrażeń - relacjonuje pan Marian Duliński.
W styczniu 1941 roku nastała ostra zima, temperatura dochodziła do - 35 stopni. Niewielki przydział węgla nie pozwolił dostatecznie ogrzać sal. Frekwencja uczniów drastycznie obniżyła się. Pogorszyły się warunki pracy i egzystencji. Oprócz ograniczeń dotyczących nauki, takich jak brak podręczników, dzieci cierpiały na brak odpowiedniego obuwia i ubrania, nie mówiąc o braku żywności. Władze niemieckie wprowadziły kartki na żywność, po którą mieszkańcy Korzkwi wędrowali 6 kilometrów do Ojcowa. Ofiarna Pani Dyrektor zorganizowała dla głodnych i najbiedniejszych dzieci dożywianie. Składały się na nie chleb i zupa, a jeśli tej brakowało chleb ze smalcem lub marmoladą. Przygotowywanie posiłków odbywało się w kuchni kierowniczki szkoły, w prymitywnych warunkach, ponieważ brak było odpowiedniego lokalu. Nauka w szkole w atmosferze wojny, zagrożenia, niepewności, braku podręczników, nauczycieli odbywała się w ograniczonym zakresie.
Dyrektor szkoły napisała w kronice: " Brak podręczników spowodował obniżenie poziomu umysłowego młodzieży " . W związku z tym rodzice zwrócili się do kierownictwa o zorganizowanie dodatkowych lekcji. Utworzono tajne komplety dla 12 uczniów. Spotykali się w godzinach popołudniowych i przerabiali materiał programowy klasy 7 z zakresu wszystkich przedmiotów pod kierunkiem nauczycielki pani Albiny Madejskiej. W styczniu 1945 roku ruszyła ofensywa radziecka. Szkoła w Korzkwi nie doznała zniszczeń, ocalały dzieci i nauczyciele.
Dzięki odzyskaniu niepodległości, młodzież uzyskała możliwość nauki w siedmioklasowej szkole. W roku szkolnym 1946/1947 naukę stopnia podstawowego przedłużono z 7 do 8 lat. Dzięki bezpłatnej nauce i stypendium wiele młodzieży oraz osób dorosłych mogło uzupełnić, bądź zdobyć wykształcenie. Szkoła posiadała wówczas bardzo wysoki poziom, o czym świadczy ilość osób kontynuujacych po wojnie naukę w Krakowie. Z samych Przybysławic jest ich 9: Teodozja Krzywda, Irena Krztoń, Janina Kopijka, Tadeusz Duliński, Janina i Stanisława Gryglik, Izabela Radecka, Eugeniusz Płonka i Michalina Grzyb.
Jednak w oświacie rządy Polski Ludowej odcisnęły swoje piętno. Uczniów starano się wychowywać w duchu komunistycznym, ze szkół usunięto religię. Wiele podręczników szkolnych, głównie do historii i języka polskiego zawierało nieprawdziwe informacje. Przekłamywano dzieje Polski. Praca w takiej powojennej rzeczywistości nie należała do łatwych. W korzkiewskiej szkole następuje wiele zmian w samej kadrze i nie tylko. W roku 1967 zmarła kierownik szkoły Albina Madejska, która to serce swe zostawiła w tej szkole, a pamięć o niej pozostała na zawsze żywa w wychowankach. Pani Madejska była osobą bardzo cenioną i poważaną - wspomina pani Janina Dulińska i dodaje:
Z okazji 25-lecia jej ofiarnej pracy pedagogicznej cała społeczność Korzkwi przygotowała dla niej wyjatkową uroczystość. Były kwiaty, przemawiał pan Mieczysław Calik a chór pod dyrekcją Mariana Dulińskiego wykonał piękne pieśni.
O szczególnej wdzięczności może świadczyć wiersz napisany przez wójta Cianowic - Feliksa Gryglika i wygłoszony przez jego córkę Stanisławę Gryglik 1 marca 1944 roku.

Wiązankę kwiatów, co kwitną w mej duszy
A których ziarna Ty Pani zasiałaś
I broniłaś ich od chwastów i suszy
Dziś Ci je składam, byś się w nie ubrała.

Biała lilia - symbol niewinności,
Którąś w mym sercu Ty zakiełkowała
I biały bratek, kwiatek cierpliwości
Co nie klnie stopy, która go deptała.

Dalej goździki białe i czerwone
Które są naszą barwą narodową
Dziś wiją wieniec na Twe piękne skronie
Abyś chodziła z umajona skronią.

Boś Ty o Pani jest niezwyciężona
Na wroga cicheś przekleństwo rzuciła
I śniłaś we śnie jak przeklęty kona
I śniłaś o Tej , która nie zginęła.

Przepiękny sztandar, Tyś wyhaftowała
Bóg i Ojczyzna wyraźnie pisane
I w upominku go od Ciebie dostałam
Abym go strzegła póki życia stanie

Już jakieś echa słychać przez zagony
Wolności zorzę już widać dookoła
Wnet się rozdzwonią te korzkiewskie dzwony
I na Te Deum pójdziem do kościoła

I zbierzesz naszą dziecięcą gromadę
I poprowadzisz na ono śpiewanie
Przed oświetlonym, złocistym ołtarzem
Wolnej Ojczyźnie oddasz na wiązanie.

We wrześniu odchodzą na własną prośbę dwie nauczycielki - pani Maria Nowacka, która przeszła do Szkoły Rolniczej w Giebułtowie i pani Irena Dudek do Wieliczki.
Od 16 września 1967 roku kierownictwo szkoły objął Augustyn Jach, przybyła też nowa nauczycielka - Kazimiera Jach. Grono nauczycielskie liczyło wówczas sześciu nauczycieli: A. Jach, M. Ciesielska, S. Serwatko, B. Fedyszyn, J. Serwatko i K. Jach. W tym czasie młodzież korzkiewska z klas 6-8 aktywnie uczestniczy w pracach odgruzowywania ruin zamku i wycinania drzew i krzewów z jego dziedzińca. Ważnym i doniosłym wydarzeniem był 1 czerwca 1969 roku, w którym to dniu odbyły się wybory do Sejmu i Rad Narodowych. Młodzież i grono brało czynny udział w dekoracji lokalu. W tym samym roku szkoła wzbogaciła się o nowe pomoce naukowe: telewizor " Ametyst " , maszynę do pisania, magnetofon " Grunding " i projektor filmowy " Elew " . Radio i telewizja stały się przysłowiowym " oknem na świat " .
W 1969 roku ruszyła budowa domu nauczyciela finansowana przez Gromadzką Radę Narodową, a wspomagana przez rodziców i młodzież. W komitecie budowy czynny udział brał kierownik szkoły A. Jach oraz przewodniczący Komitetu Rodzicielskiego J. Krztoń, który angażował się w prace i ofiarował piach na budowę. Od tego roku także datuje się działalność drużyny harcerskiej pod czujnym okiem przybocznej A. Ibek. Harcerze w ramach akcji " Niewidzialna ręka " pomagają starszym, chorym, potrzebującym. Są inicjatorami wielu imprez, m.in. święta pieczonego ziemniaka, w którym uczestniczyli okoliczni mieszkańcy.
Wiosną 1971 roku znamiennym wydarzeniem w życiu szkoły był zakup działki i budowa w czynie społecznym mostu na rzece Korzkiewka. W trakcie tej inwestycji bardzo pomocny okazał się Komitet Odbudowy Zamku. W tym samym roku odchodzą na emeryturę: S. Serwatko, M. Ciesielska i Jan Serwatko- długoletni nauczyciel, wzorowy wychowawca licznych pokoleń i zasłużony działacz społeczny. Kronika donosi o zmianie w tytułowaniu pracowników szkolnictwa i tak dotychczasowy kierownik będzie dyrektorem, nauczyciel po egzaminie kwalifikacyjnym to nauczyciel dyplomowany, a inspektora zastąpiono wizytatorem.
    W dniu 1 września 1972 roku obowiązki dyrektora przejmuje pani Emilia Leśniak. Pełniący tę funkcję przez okres pięciu lat A. Jach na swoją prośbę przenosi się do szkoły w Raciborowicach. Od tego momentu rozpoczyna się nowy rozdział w życiu korzkiewskiej szkoły, który będzie trwał do czerwca 1990 roku. Mimo komunistycznych rządów i uzależnienia od ZSRR pani dyrektor starała się wypełniać swoje obowiązki jak mogła najlepiej, zgodnie z własnym sumieniem. Kochała tę szkołę bez reszty. Chociaż były bardzo trudne warunki lokalowe i oświatowe starała się, aby wychowankowie przeżyli czas tu spędzony w sposób piękny i wartościowy. Poznała tę szkołę środowisko, czuła się jej nierozerwalną częścią. Sama zagorzała patriotka pragnęła miłość do ziemi rodzinnej zaszczepić w swych wychowankach. Czasy były ciężkie. Nie wszystko mogła realizować tak, jak sama zaplanowała, ale upór i kompromisowy charakter pozwalały jej na przetrwanie. Już w pierwszym roku swojej dyrektorskiej działalności dba o organizację uroczystości szkolnych i lokalnych. Uczniowie uczestniczą w imprezie choinkowej, na której zebrana publiczność oglądała przedstawienie pt. " Diabeł na Podhalu " . Sztuka musiała się podobać, skoro młodzi aktorzy wystawili ją powtórnie na Górnej Wsi.
Dzięki wysiłkom pani Emilii Leśniak i całego grona szkoła pracuje coraz wydajniej. Jej uczniowie biorą udział w różnych imprezach szkolnych i oświatowych: Obchody Odzyskania Niepodległości, Festiwale Pieśni Patriotycznej, Festiwale Pieśni Żołnierskiej i Partyzanckiej, Rocznice Powstania Listopadowego, akademie z okazji Powstania Ludowego Wojska Polskiego. Nie sposób pominąć apeli poświęconych przysiędze Tadeusza Kościuszki na Rynku Krakowskim, czy udziału młodzieży w Rajdach Podkrakowskich. Dzięki tego typu działaniom znaczenie szkoły w życiu wsi rosło z każdym rokiem. Był to przejaw uczestniczenia tego rejonu w ożywieniu działalności na polu oświaty. Wzrastało wówczas poważanie i znaczenie zawodu nauczycielskiego.
Dzięki dużej umiejętności współpracy z ludźmi, pani dyrektor współorganizowała kilkudniowe zloty harcerskie, w których pomagało wojsko. Były to dla harcerzy chwile niezapomniane, pełne wrażeń i ekscytujące. Harcerze z całej gminy docierali na biwak pieszo pokonując czasem drogę kilkunastu kilometrów. Tu czekały na nich: wspaniała grochówka, płonące ognisko, wojskowe namioty i spotkanie z duchem zamku. W następnym dniu urządzano podchody po okolicy, dzięki którym harcerze poznawali ciekawe miejsca i zdobywali sprawności. Biwak kończyła wspólna zabawa przy porywających rytmach wojskowej orkiestry. Ten wspólnie spędzony czas, którego byłam niejednokrotnie uczestniczką rozwijał wrażliwość, uczył kreatywności i pozwalał nawiązywać nowe przyjaźnie.
Pani Emilia Leśniak mimo trudności i przeszkód z niezmiennym zapałem i konsekwencją realizowała kolejne przedsięwzięcia: ogrodzenie szkoły, ogródek z kwiatami, budowa domu nauczyciela. Ten ostatni powstawał w czynie społecznym, przy dużym zaangażowaniu rodziców, a szczególnie inżyniera A. Zięby, prezesa P. Kolarskiego i sekretarza J. Zaręby.
Dzięki zabiegom dyrekcji, życzliwości księdza Jana Kapci i ofiarnej pomocy rodziców w 1975 roku szkoła została podłączona do sieci wodociągowej. Rok później wprowadzono kodeks ucznia regulujący prawa i obowiązki , z którymi zapoznano podopiecznych i ich opiekunów. Rodzice często uczestniczyli w imprezach i zabawach, co owocowało integracją szkoły ze środowiskiem lokalnym. Szczególną opieką otaczała pani dyrektor drużynę zuchową i harcerską, stąd częste pląsy, ogniska, podchody i zabawy. Do odbywających się cyklicznie Festiwali Piosenki Zuchowej i Harcerskiej młodzież przygotowywała się bardzo solidnie, a owocem owych przygotowań były liczne dyplomy i nagrody.
W roku 1983/1984 rusza kapitalny remont budynku - wymieniono instalacje elektryczne. Po feriach zimowych sytuacja w szkole uległa pogorszeniu. Obniżył się strop, w klasach zauważono pęknięcia sufitu, co zagrażało bezpieczeństwu uczniów. Stan budynku był krytyczny, co zmusiło byłego naczelnika J. Adamczyka do podjęcia decyzji o wyprowadzeniu młodzieży z budynku. Uczniowie klas młodszych uczyli się w OSP w Grębynicach i u państwa Dońców w Przybysławicach. Sześciolatki zajmowały lokum u pani H. Pawlik. Klasy starsze uczyły się u pana S. Nikla. Prowadzenie nauki szkolnej w oddzielnych budynkach oddalonych o kilka kilometrów, z utrudnionym dojściem często po błotnistej drodze, nie ułatwiało pracy. Ze skromnych zapisów w kronice powoli wyłaniają się trudności lokalowe szkoły: Warunki pracy bardzo trudne, ale grono chętne jak zwykle do uczciwej pracy. Trzeba realizować program nauczania jak również zadania wynikające z planu pracy szkoły. Pomaga nam w tej realizacji Komitet Rodzicielski przewodniczącym Aleksandrem Taborem na czele.
Sytuacja uległa pogorszeniu kiedy pan Nikiel wypowiedział wynajem pomieszczeń. Młodzież pięciu klas wróciła do budynku starej szkoły na własną odpowiedzialność dyrektora. Taka sytuacja nie mogła trwać długo. W nowym roku szkolnym młodzież przeniosła się do budynku ZHP. Było to pomieszczenie dawnej stajni dworskiej, w ciemnych salach z maleńkimi okienkami dzieci uczyły się cały dzień przy sztucznym świetle. W jednym ciasnym pokoiku mieścił się gabinet dyrektora, sekretariat i pokój nauczycielski. Wszystkie pomoce naukowe zgromadzono w jednym pomieszczeniu a zbiory biblioteczne w jednej szafie. Na okres ferii i wakacji pomieszczenia budynku pustoszały ponieważ do ośrodka ZHP zjeżdżali harcerze z zagranicy i Polski. Uczniowie pomagali w przenoszeniu książek, ławek całej dokumentacji pomocy naukowych do garażów domu nauczyciela, aby przed 1 września znów je przetransportować do bazy ZHP.
W tym czasie kapitalny remont ciągnął się bez końca. Prace zabezpieczające resztki fundamentów starej szkoły powierzono górnikom. Pochłonęło to sporo środków finansowych. Zamiast przykryć obiekt dachem i przeciwdziałać zawilgoceniu ścian najpierw wykonano instalację elektryczną. Dyrekcja jednak nie traciła nadziei, a rodzice chcąc przyspieszyć budowę opodatkowali się na rzecz kapitalnego remontu po 3 000 zł. W tym czasie z powodów zdrowotnych odchodzi na emeryturę pani E. Leśniak.
Nowym dyrektorem zostaje po siedemnastu latach pracy pedagogicznej w Korzkwi pani Maria Pahl - nauczyciel języka rosyjskiego. Zbiega się to wydarzenie z powołaniem w 1990 roku nowego samorządu. Nowy wójt gminy pan Marek Nawara rezygnuje z prac dotychczasowego wykonawcy, a dokończenie dachu zleca rzemieślnikowi J. Gargule. W 1992 roku budynek nabiera kształtów. Trwa poszukiwanie środków finansowych. Wspólne inwestowanie gminy i kuratorium pozwala rozpocząć prace wykończeniowe.
Na zebraniu z mieszkańcami wójt wspomniał o możliwości budowy sali gimnastycznej. Oddźwięk był natychmiastowy. Przy wyjątkowych staraniach pani dyrektor i ofiarności rodziców Komitet Rodzicielski zgromadził kwotę 10 000 zł. W czerwcu zapadła decyzja o budowie sali gimnastycznej i oczyszczalni ścieków.
    1 września 1993 roku nasza szkoła była miejscem centralnych uroczystości rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Starania tylu ludzi na przestrzeni wielu lat zostały uwieńczone sukcesem. Uroczystość rozpoczęła się o godz. 10.00 dyrektor szkoły M. Pahl powitała gości. Wójt gminy M. Nawara podkreślił dokonania samorządu i dobra współpracę z kuratorem oświaty.
Nastąpiło symboliczne otwarcie - minister Zdobysław Flisowski przeciął wstęgę, a ksiądz kardynał Franciszek Macharski poświęcił szkołę. Słowa uznania skierowane były do wójta gminy, który znalazł środki na oddanie szkoły do użytku. Duże zainteresowanie wzbudziło wystąpienie Anny Włodarczyk, której babcia Władysława Wrońska była pierwszą nauczycielką w Korzkwi po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Jej dziadek Stefan był pierwszym kierownikiem szkoły. Po części oficjalnej wystąpili uczniowie w programie słowno - muzyczno - tanecznym przygotowanym przez panią Ewę Czarnecką. Piękny występ podobał się zebranym i nagrodzono go gromkimi brawami. Po zwiedzeniu szkoły goście zostali zaproszeni na poczęstunek. Od tego momentu nasi uczniowie zdobywali naukę w nowych, pięknych salach lekcyjnych. Należy podkreślić olbrzymie zaangażowanie pani dyrektor M. Pahl, wszystkich pracowników szkoły oraz rodziców. Pomagali oni przy pracach porządkowych, meblowaniu klas i brali udział w przygotowaniach do samej uroczystości. Rodzice i nauczyciele własnoręcznie dźwigali sprzęt, ławki i pomoce. Nauczyciele przez cały miesiąc sierpień przygotowywali z uczniami program artystyczny. Spotkania odbywały się w budynku OSP w Grębynicach. Wszyscy byli bardzo podekscytowani i cieszyli się, że wreszcie będziemy pracować w szkole z prawdziwego zdarzenia. Wydawać by się mogło, że to powinien być koniec ciężkiej kilkuletniej pracy, ale pani dyrektor marzyła się jeszcze sala gimnastyczna. To marzenie dzięki znakomitej współpracy z Radą Rodziców oraz władzami gminy udało się zrealizować.
      Dnia 16 października 1994 roku odbyło się uroczyste otwarcie sali gimnastycznej, a właściwie hali sportowej. Obiekt został przystosowany do rozgrywania meczów koszykówki i piłki ręcznej. Uzupełnieniem było dodatkowe wyposażenie sali w szatnie i prysznice. W uroczystym otwarciu uczestniczył wójt M. Nawara i kurator- J. Lackowski. Otwarcie sali uświetniły występy młodzieży szkolnej, która zaprezentowała ciekawy program artystyczny przygotowany pod kierunkiem E.Staniszewskiej. Rodzice tym razem też nie zawiedli, z dużym zaangażowaniem porządkowali plac wokół szkoły do późnego popołudnia, aby zdążyć przed oficjalnym otwarciem.
Nowoczesny budynek dydaktyczny i piękna sala gimnastyczna służyły odtąd jako obiekt społecznie użyteczny dla mieszkańców sołectwa i gminy. Oddana do użytku sala gimnastyczna pozwoliła rozwinąć skrzydła korzkiewskim artystom. Wszystkie imprezy przygotowywano bardzo starannie, a ich poziom artystyczny był bardzo wysoki. Na szczególne wyróżnienie zasługują spektakle przygotowane przez Szkolną Scenę Teatralną, których reżyserem był pan Marek Czarnecki. Wszyscy pamiętamy wspaniałe " Dziady " A. Mickiewicza, " Pana Geldaba " A. Fredry czy " Balladynę " J. Słowackiego. Do repertuaru naszej szkoły wchodzą cyklicznie organizowane Jasełka, z którymi młodzież wyjeżdża na przeglądy do Zielonek, Bibic i Krakowa.
Szczególnie miło wspominamy te szkolne, przygotowane przez księdza Mariana Gizę i panią Antoninę Nowacką, które oglądali radni gminy Zielonki i zaszczycił swoją obecnością pan Z. Preisner z małżonką. Uczniowie klas młodszych pod czujnym okiem swoich wychowawczyń przygotowują ciekawe uroczystości, w których uczestniczą całe rodziny. Wymienić tu należy Dzień Dziecka, Dzień Babci i Dziadka, Dzień Matki. Godne pochwały są nie tylko możliwości artystyczne pociech ale i rozwiązania scenograficzne, które osiagano dzięki prostym i ciekawym efektom. Do imprez, które wyjątkowo cieszą należą bale karnawałowe dla najmłodszych. Tradycja noworocznych szaleństw była tak silna, że bawiły się całe rodziny nie tylko najmłodsi. Dużym wyzwaniem dla dzieci i młodzieży była prezentacja przedstawień teatralnych w języku angielskim w ramach Przeglądu Małych Form Teatralnych. Prezentacja była uwieńczeniem wielomiesięcznej pracy przy realizacji projektu " Szekspir czy Jaś Fasola? Oto jest pytanie "
Na terenie szkoły organizowane są lekcje samorządowe, w których uczestniczy wójt gminy B. Król. Są to pouczające lekcje " Wiedzy o społeczeństwie " Z sentymentem wspominamy zajęcia, które odbyły się w ramach ścieżki edukacyjnej pt. " Moja mała Ojczyzna " . W tym pamiętnym dniu wszyscy uczniowie wyruszyli do zamku w Korzkwi , gdzie jego właściciel pan J. Donimirski opowiedział o historii zamku i jego właścicielach . Po powrocie do szkoły kolejne klasy opowiadały kolegom o pracy na wsi, o dawnych zawodach, wyglądzie chat, strojów i o historii kościoła. Jedna klasa prezentowała stare sprzęty, inna mapę Korzkwi, najmłodsze dzieci śpiewały przyśpiewki jakich nauczyły się od swoich gości. Należy wyjaśnić, że dzieci spotykały się wcześniej ze starszymi mieszkańcami Korzkwi i wysłuchały ciekawych opowieści o dawnych czasach. Tego dnia śpiewano ułożony przez uczniów hymn Korzkwi i rozstrzygnięto konkurs plastyczny. Były to bardzo ciekawe i pouczające zajęcia, które dostarczyły niezapomnianych wrażeń.
W szkole w Korzkwi spotykali się emerytowani nauczyciele. Zapraszano tych, którzy pracowali kiedyś w placówkach oświatowych działających na terenie gminy Zielonki. To była wspaniała okazja, by spotkać znajomych, w miłej atmosferze porozmawiać i powspominać. Dla gości uczniowie przygotowali program artystyczny, zadbano również o pyszny poczęstunek i miłą atmosferę. Wszyscy, którzy aktywnie uczestniczyli w życiu gminy spotykali się w korzkiewskiej szkole na " Śledziku u wójta " . Uczestniczyli w nich radni, sołtysi, panie z Koła Gospodyń Wiejskich, strażacy, dyrektorzy szkół, pracownicy służby zdrowia i ludzie biznesu. Na spotkaniach wiele dyskutowano na temat gminy, kierunków jej rozwoju i tego, co dokonano w ostatnim okresie.
Na terenie szkoły odbywały się Przeglądy Wiosennych Grup Obrzędowych, których celem jest popularyzacja zwyczajów ludowych kultywowanych na wsiach podkrakowskich wiosną. Nasza placówka znalazła się w grupie tych szkół, które jako pierwsze posiadały pracownię komputerową. Wszystko to za sprawą dr Marka Boczara, który był pracownikiem naukowym, a w naszej szkole uczył podstaw informatyki w teorii i w praktyce. Dzięki systematycznym lekcjom uczniowie posługiwali się nowoczesnym sprzętem i byli zafascynowani możliwościami komputera.
Pani dyrektor zaangażowała uczniów we współpracę ze Stowarzyszeniem Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym " Bądźcie z nami " . Uczniowie uczestniczyli w imprezach plenerowych " Jesienne barwy " czy " Witamy lato " . Spotkania odbywały się w parku korzkiewskim, Były to festyny rekreacyjne organizowane przez ludzi dobrej woli. Przy wspólnej zabawie, licznych konkursach i radosnym śpiewie miło upływał czas zaproszonych gości i naszych uczniów. W przerwach raczono się łakociami ofiarowanymi dzieciom przez sponsorów. Już 12 lat organizujemy karnawałowe Bale Integracyjne. Jak zwykle na spotkaniach jest sympatycznie i miło. W powietrzu czuje się wzajemną życzliwość i serdeczność. Dla obu stron spotkania stanowią duże przeżycie. Korzkiewscy uczniowie troskliwie zajmują się swoimi gośćmi, ci zaś czując powszechną akceptację rewanżują się własnoręcznie wykonanymi pracami. Dzieci i młodzież naszej szkoły uczestniczą w licznych konkursach: recytatorskich, plastycznych, muzycznych i przeglądach teatralnych zdobywajac liczne nagrody i wyróżnienia. Wszystkich zainteresowanych życiem naszej szkoły odsyłam do czasopisma " Żak Korzkiewski " Pismo ukazuje się nakładem Samorządu Uczniowskiego, a jego redaktorem naczelnym jest pan M. Czarnecki.

Bardzo dziękuję państwu Janinie i Marianowi Dulińskim, pani Stanisławie Bosak i pani Krystynie Maj-Lepszy za życzliwość i cenne informacje dotyczące historii szkoły w Korzkwi.
Ewa Staniszewska